Czym różni się discovery od wyceny online?
Narzędzie do wyceny pracuje na tym, co sam o projekcie wpiszesz, i pokazuje rząd wielkości wraz z podziałem na moduły. Rozpoznanie zaczyna się od rozmów i od obejrzenia pracy na miejscu, a kończy dokumentem wymagań i propozycją architektury. Wycena zajmuje kilka minut przy komputerze, licząc od chwili, w której masz już konto w narzędziu. Rozpoznanie jest osobnym zleceniem.
Na czym polega fractional CTO?
To rola dyrektora technicznego w niepełnym wymiarze. Biorę na siebie decyzje o architekturze, bezpieczeństwo aplikacji i proces wydań produkcyjnych, a zespół zyskuje kogoś, kogo można zapytać, nim decyzja zapadnie sama. Zakres i częstotliwość zależą od wielkości zespołu i od tego, co akurat dzieje się w produkcie, dlatego domykamy je na początku.
Czy da się pracować na systemie, który już mam?
Tak. Przez pięć lat pracowałem w aplikacji, której kodu nie pisałem, wchodząc ze zmianami do systemu używanego w tej samej chwili. Osobna sprawa to systemy z długą historią: najstarszy, który prowadzę, ma jedenaście lat i wciąż wchodzą do niego zmiany. Zaczynam od uruchomienia systemu poza produkcją i od testów opisujących jego dzisiejsze zachowanie, dopiero potem wchodzę w zmiany. Jeśli po obejrzeniu kodu okaże się, że nie ma czego ratować, powiem to, zanim wystawię pierwszą fakturę.
Ile kosztuje aplikacja webowa?
Zależy od zakresu, liczby modułów, integracji i wymagań bezpieczeństwa. Pierwsze przybliżenie najszybciej da narzędzie do wyceny. Konkretną liczbę podaję po ustaleniu zakresu.
Czy mogę zacząć od samego MVP?
Tak i najczęściej to proponuję. Pierwsza wersja ma rozwiązać jeden problem i pokazać, czy pomysł się broni.
Czy w każdym projekcie musi być AI?
Nie. Proponuję je tam, gdzie skraca pracę albo robi coś, czego zwykła automatyzacja nie zrobi wystarczająco dobrze. W pozostałych miejscach wystarcza zwykły kod.
Z kim będę rozmawiać?
Ze mną. Softwarelabs jest firmą jednoosobową, więc osoba, która odpisuje na maila, jest tą samą, która pisze kod i odbiera telefon po wdrożeniu.
Jesteś jedną osobą. Co, jeśli Cię zabraknie?
To pytanie zadaje sobie każdy, kto oddaje operacje firmy jednej osobie, i lepiej, żeby padło głośno. Od pierwszego dnia niczego u siebie nie trzymam: repozytorium stoi u Ciebie, dostępy są Twoje, a dokumentacja i opis wdrożenia idą razem z kodem, na bieżąco, nie na życzenie. Nie ma więc momentu, w którym trzeba by mnie o cokolwiek prosić. Mam też kogoś, kto w razie potrzeby w ten system wejdzie. Pracuję sam i to jest ryzyko, które bierzesz na siebie. Chodzi o to, żeby kosztowało Cię co najwyżej czas potrzebny na znalezienie kogoś na moje miejsce.